pierwszy fragment

Rozdział pierwszy

POCZĄTEK PRZYGODY

Pewnie znacie te poniedziałkowe poranki, kiedy to mama budzi was zbyt wcześnie i każe wam szybko jeść śniadanie. Tak było i z Wiktorem. Leżał na łóżku i smacznie spał, a tu nagle bęc- i sen przemija. Przez sobotę i niedzielę człowiek przyzwyczaja się do długiego snu, jakby minęły całe wakacje, a nie krótkie dwa dni. Poczłapał powoli i, jeszcze ospale, usiadł przy stole. Kiedy mama postawiła przed nim parujące płatki, potrzebował kilku sekund, żeby zorientować się, co się stało.

– Nie, to niegodne detektywa – powiedział sam do siebie Wiktor.

Bo trzeba wam wiedzieć, że Wiktor był detektywem. Niestety, dla detektywa takie miasto jak  Lakos to porażka. Nie było mu dane urodzić się w Nowym Yorku, gdzie ludzie nie wiedzą, czy kiedykolwiek będzie spokojnie. A Lakos  w porównaniu z Luboniem, rodzinnym miastem Wiktora, jest bardzo niespokojna. Do Lakos Wiktor jeździł po obozie harcerskim. Przypominał sobie wędrówki po lasku niedaleko Lakos, gdzie łaził ze swoim kumplem Sokołem. Wtedy to było fajnie. Budziłeś się o której chcesz, zasypiałeś, kiedy chcesz, robiłeś, co chcesz. Ale to już teraz stare dobre czasy.  Dopiero wrzask nadbiegającego Staśka, który zmroziłby krew w żyłach najodważniejszemu żołnierzowi polskiemu, przywrócił go do rzeczywistości. Zaczął powoli zajadać owsiankę, lecz szybko zorientował się że jeżeli się nie pospieszy, spóźni się do szkoły. Jemu to specjalnie nie przeszkadzało, ale mama mogłaby się zdenerwować. Próbował zagęszczać ruchy: nic z tego nie wychodziło. Nie było innego sposobu – wstawił na minutę miskę pod stół, gdzie Stefan już czatował na spadające kąski. Po tym czasie wyjął miskę i przez chwilę udawał że je, po czym odłożył miskę do zlewu i poszedł się umyć. Prędko się ubrał, założył plecak i poszedł do szkoły. Cały czas myślał tylko o tym, jak wytrwać ten dzień. Było ciepło, ptaki śpiewały, a po horyzont rozciągały się połacie zielonej roślinności. Za dwa tygodnie miały być wakacje. Nic nie zapowiadało dnia udręki. Wtedy nagle, jak uderzenie piorunem, przeszyła go myśl tak katastrofalna, że aż trudno było ją domyśleć do końca: dzisiaj miało być dyktando. Co jak co, ale z ortografii Wiktor był kiepski. A już tym bardziej źle, gdyż miało to być dyktando z rz i ż, co zwykle   kończyło się katastrofalną oceną, gdyż najlepszą była dwója. A dwój mama nie lubiła, tak samo jak spóźnień. Zresztą to, że takie rzeczy jak dyktando były w poniedziałek, powinno być zakazane prawem. Wtedy właśnie stanął przed wysokim gmachem szkoły. Otoczona była zielonym płotem, za którym stał bujnie rozrośnięty sad. Wiktor był jednym z nielicznych, którzy tędy do szkoły przychodzili. Jednak po szkole wiele osób tu przychodziło. Stał tutaj bunkier, do którego uczniowie znosili śliwki, jabłka i gruszki po czym urządzali wielką ucztę – czasem odbywały się tam wielkie bitwy, zimą rozpalano ogniska, lecz nawet zupełnie pokojowe odrabianie lekcji mogło odbywać się w forcie(tak uczniowie nazywali bunkier). Wiktor pchnął porośniętą bluszczem furtkę. 

NASTĘPNY FRAGMENT ZA TYDZIEŃ

Reklamy

książka

Teraz piszę książkę. będzie rozpoczynała serię Bavia i nazywa się kraina duchów. dopóki jej nie skończę, na blogu będę publikował fragmenty. jeśli wszystko pójdzie dobrze, książka będzie gotowa na początku przerwy zimowej. książka opowiada o dwóch chłopcach, Wiktorze i Sokole, którzy trafiają do krainy duchów. niestety, okazuje się, że ten świat jest zagrożony. bohaterowie muszą przeciwdziałać katastrofie tego świata, który potrafi zauroczyć, ale także zabić. napięta rzeczywistość tej krainy przyprawi cię o dreszczyk strachu, ale też rozbawi. kto im pomoże, za jaką cenę, i kto kogo w rzeczywistości zdradzi? jeżeli chcesz się tego dowiedzieć, szukaj fragmentów zamieszczonych w postach na blogu!

Kartka z Tajwanu

Nasze wakacje były super, w zasadzie wciąż są, bo przed nami jeszcze impreza urodzinowa Wiktora w Tamlandii, ale o tym innym razem. Dziś chciałem napisać o niespodziance, jaka czekała nas po powrocie z obozu. Koleżanka naszej mamy, ciocia Marta, która ma super BLOG o podróżach, przysłała nam kartkę z Tajwanu. Było na niej pytanie, gdzie żyją i co jedzą czarne niedźwiedzie. Chodzi chyba o niedźwiedzie himalajskie, które zamieszkują Azję, a ich – podgatunek black formosan bear (przepisałem nazwę z kartki) – Tajwan. Znalazłem informację, że czarne niedźwiedzie, zwane też na przykład księżycowymi, to wszystkożercy. Jedzą to, co właśnie znajdą, na przykład liście, korzenie, orzechy.

 

I jeszcze ciekawostka – niedźwiedzie czarne mają na piersi łatę, która przypomina znak Batmana. Wiedzieliście o tym?

 

 

Ryba

Na obozach myjemy się wodą z jeziora. Musimy sami ją nosić. W tamtym roku razem z wodą złowiliśmy wiadrem zdechłą rybę. Woda z rybą była przeznaczona na mycie głowy Wojtka, tyle że on nie wiedział, że jest w niej ryba. Wojtek tak się wkurzył, że nawet nie chcecie wiedzieć, co zrobił.  Dość napisać, że został za to odznaczony przez nas niby krzyżem wkurzonych i nawet nazwano go druhem omnibusem. Jeszcze Wam tylko napiszę, że druh omnibus jest bardzo celny. Reszty domyślcie się sami.

Kwaterka

W weekend byliśmy na kwaterce. Ja i Wiktor nosiliśmy rzeczy i wierciliśmy w ziemi dziury na półki, Staś bawił się miarką, a Gustaw chodził pomiędzy drzewami. Lało prawie bez przerwy, ale i tak było super. Mama nakręciła film i teraz musi go zmontować (jeśli kiedyś skończy, to Wam pokażę). W obozie ma być kolejka liniowa. Ma też być też piniata. Cieszę się bardzo. Fakt, to nie są zawsze tylko przyjemności. Ale w życiu nie zawsze wszystko idzie jak po maśle. A teraz zagadka: jak się nazywa namiot jadalnia?

Opiekowanie się braćmi

Czasem, kiedy mama jeszcze śpi, zajmuję się braćmi. Daję im zabawki i wsadzam do łóżeczka. Niestety, Stasia trzeba siłą. Bardzo często muszę też go związać kocami. To bardzo męczące zajęcie. W ostateczności wpuszczam Gustawa do łóżka rodziców, żeby mi z nim pomogli. Ale robię to tylko w najgorszych przypadkach.

A Wy opiekujecie się rodzeństwem?

P.S. Dopisek do mamy: tak naprawdę mama wtedy już nie śpi, a „wiązanie kocami” wywołuje u Staśka piski radości :)

Nareszcie wakacje

CZTERECH BRACI

Cieszycie się na wakacje? Ja tak. Bo zapowiadają się naprawdę odlotowo! Najpierw jadę na wieś, potem na obóz harcerski, a w końcu przez Niemcy, Czechy i Austrię do Słowenii i Chorwacji. Dalej wakacje nie są zaplanowane, ale wiem, że będzie super. Bo przecież będziemy organizować wycieczki rowerowe, jeździć do tamlandi i wypoczywać. I o to chodzi w wakacjach. A jakie Wy macie plany?

Tamlandia

czterech braci

Czasem jeździmy do Tamlandii. To taka wieś w lesie. Tak naprawdę nazywa się inaczej, ale mama mówi, żebym wymyślił inną nazwę. No to wymyśliłem.

 

Mamy tam działkę i ostatnio jeździmy na nią co weekend. Jest tam bardziej niebezpiecznie z kilku powodów: po pierwsze, łatwiej jest Stasiowi znaleźć jakąś broń, po drugie, nie ma gdzie się ukryć i po trzecie, podczas ucieczki trzeba uważać na łydki. Najgorsze, że tam zupełnie nie ma  jak go uspokoić. Powiem Wam więc,  że kiedy zobaczyłem, że Staś  i Wiktor się biją, to od razu dałem drapaka. To po prostu podstawowe środki ostrożności.

 

Oprócz tego, że w Tamlandii się bijemy, to przy okazji spacerujemy. Robimy tam trzy stacje: przy szkółce leśnej, przy dużym drzewie i przy ambonie. Takie obowiązują w Tamlandii zasady i wreszcie są to zasady wymyślone przez nas, dzieci.

 

A wy macie takie miejsce?

MÓJ KRZYŚ

czterechbraci

Niedawno pojechaliśmy na ognisko zorganizowane przez przedszkole Stasia. Spóźniliśmy się o godzinę i przyjechaliśmy dopiero na występy przedszkolaków. Potem było pieczenie kiełbasek i gra w piłkę. A ja wszedłem na drzewo. Wtedy jakiś przedszkolak spytał mnie, jak tam wszedłem. Staś wyręczył mnie z odpowiedzi. „To mój Krzyś, a nie twój!” Wrzasnął. No i na tym się skończyło.

BRACIA

CZTERECH BRACI

Zacznijmy od najmłodszego. To Gustaw. Ostatnio rosną mu zęby i wszystkich budzi po nocach, ale oprócz tego jest fajny. Po nim jest Staś, największy rozrabiaka w rodzinie. Na samym końcu Wiktor. Za bardzo się nie bije, ale ciągle krzyczy.

 

Pokażę wam coś:

Tabela niebezpieczności braci w procentach

GUSTAW 1 PROCENT
STAŚ 80 PROCENT
WIKTOR 19 PROCENT